SasuNaru
Rozdział 1
Nie pierwszy i nie ostatni raz w mieszkaniu Uzumakich kłótnia rozerwała poranną ciszę. Naruto, syn państwa Uzumaki jak zwykle kłócił się z rodzicami. Słowa, które płynęły z ust jego rodziców pod wpływem emocji bardzo go raniły, ale nie miał zamiaru dać za wygraną. Wydzierali na siebie około godzinę po czym nastolatek wybiegł z domu mocno trzaskając drzwiami. Wybiegł za nim jego ojciec krzycząc, że jeszcze z nim nie skończył. Jednak młodzieniec go nie słuchał. Szybkim krokiem zmierzał w stronę szkoły. Nie przebadał za metrem. Za dużo spalin, tłumu i hałasu, a on potrzebował rozładować energię, która rozpierała go każdego dnia. Z daleka widać było już potężny budynek. Była to szkoła, do której uczęszczał chłopa. Nie miał ochoty na wysłuchiwanie nudnego gadania nauczycieli, dlatego też chwilę później skręcił i ruszył w przeciwnym kierunku. Po półgodzinie dotarł nad rzekę. O tej porze nikt tam nie przychodził więc mógł spokojnie wszystko przemyśleć. Miejsce to było iście przepiękne. Wolno płynąca rzeka mieniąca się w blasku słońca, zielona trawa, kwitnące wiśnie szumiące przy lekkim podmuchu wiatru oraz beztroski śpiew ptaków. Coś wspaniałego. Usiadł pod jednym z drzew okrytych różowymi kwiatami i oparł się o jego pień. Tak było zawsze. Rano kłócił się z matką i ojcem, a potem przychodził tu by ochłonąć. Nigdy nikt go nie rozumiał. Wiele razy próbował zdobyć przyjaciół popisując się przed innymi, ale nic to nie dawało. Ostatnio przestał się tym przejmować. W szkole miał problemy z nauką. Niskie oceny, dużo uwag, jedynki z zachowania, no i nieusprawiedliwione nieobecności na zajęciach. Często także bił się z Uchihą Sasuke. Chłopak był z jego klasy i odkąd się znają drą ze sobą koty. Wyjął z kieszeni odtwarzacz mp4 i włączył utwór swojego ulubionego zespołu. Śpiewał po cichu z delikatnym uśmiechem na ustach.
- Co ty tu robisz młocie?- Uzumaki podniósł głowę, a jego oczy zatrzymały się na czarnych tęczówkach.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie.- odparł.
- Znowu zwiałeś z lekcji?- zapytał Uchiha. Jego zimny ton i obojętny wyraz twarzy sprawiał, że blondyna przechodziły ciarki.- Nie zdziwię się jeśli będziesz kiblował w jednej klasie.
- A ty to co? Czemu cię nie ma w szkole? Pewnie nauczyciele martwią się o swojego ulubionego ucznia.- odgryzł się. Nie miał najmniejszej ochoty na kolejną kłótnię.
- To czemu mnie nie ma w szkole to tylko i wyłącznie moja sprawa, a tobie nic do tego.
- I vice versa. Możesz już sobie iść? Nie chce mi się z tobą rozmawiać.
- Hmmm? A to nowość. Zawsze kłótnie ze mną sprawiały Ci taką radość, a teraz?
- Zjeżdżaj!- ryknął Naruto powoli tracąc panowanie nad sobą.
- Pomyślmy… nie.- odparł brunet z szyderczym uśmiechem na ustach. Przykucnął przy rywalu i wpatrywał się w niego. Zbliżył swoją twarz do jego, by lepiej widzieć te piękne, o barwie czystego nieba oczy. Blondyn miał wrażenie, iż czarne tęczówki tego drania pochłaniają go. Uczucie jakie ich ogarnęło było niesamowite, a zarazem przerażające. Ta bliskość sprawiała, że serca chciały wyskoczyć im z piersi. Cisza jaka panowała, mącona była jedynie przez szum płynącej wody i cichy śpiew ptaków. Zdawałoby się, że wpatrują się tak w siebie od kilku godzin, zupełnie jakby czas się zatrzymał. Jednak nie trwało to długo, ponieważ trzask łamanej gałęzi sprowadził ich na ziemię. Odsunęli się od siebie tak szybko jak tylko było to możliwe. Po chwili zza drzewa wyłoniła się postać. Była to niesamowicie piękna kobieta z burzą jasnoróżowych włosów. Jej oczy miały jadowicie zielony odcień, który idealnie komponował się z różowymi kosmykami. Była ubrana praktycznie cała na różowo: bluzka, krótka spódniczka, buty na obcasie i torebka. Wszystko o tej samej różowej barwie. Uzumaki w duchu dziękował za to, że się tutaj znalazła jednak także zasmuciło go to. Znów będzie musiał oglądać jak jego ukochana przymila się do tego kretyna. Uchiha tak samo jak i jego brat był niezwykle przystojny, ale to trochę lekka przesada, żeby każda dziewczyna w szkole marzyła o byciu jego wybranką, a on w dodatku sprawiał wrażenie jakby mu to sprawiało radochę.
- Ohhh Sasuke- kun. Ohayo. Co tutaj robisz?- powitała czarnowłosego uśmiechając się uroczo. Można by powiedzieć, że wcale nie zauważyła niebieskookiego.
- Ohayo Sakura. Miałem kilka spraw do załatwienia.- odparł 17-latek prostując się.
- Yo.- rzucił krótko Uzumaki, wstał, chwycił torbę i odszedł zostawiając parę za sobą. Jedyną osobą jaką chciałby teraz zobaczyć był jego najlepszy przyjaciel. Postanowił go odwiedzić. Powinien być już w domu, gdyż skończył lekcje dwadzieścia pięć minut temu. Chwilę później stał już przed drzwiami ładnego, kremowego domu. Zapukał trzy razy. Drzwi otworzył dobrze zbudowany szatyn.
- Cześć Naru. Gaary jeszcze nie ma. Wejdziesz?- to powiedziawszy przesunął się, by wpuścić młodzieńca. Naruto i tak nie miał gdzie iść, bo jego rodzice pewnie nie ochłonęli po porannej kłótni więc wszedł do mieszkania przyjaciela.- Napijesz się czegoś?
- Nie dzięki. Kiba… możemy pogadać?- zapytał.
- No jasne. O co chodzi?
- Ehhh… Znów to samo.
- Problem numer jeden, czy numer dwa?- zapytał brązowowłosy poważniejąc.
- Jedno i drugie. Najpierw z samego rana pokłóciłem się z ojcem, a potem spotkałem tego ciecia z Sakurcią. Czy tylko mi się wydaje, czy wszystko co złe przytrafia się właśnie mi?
- Jezu… Naru jesteś przewrażliwiony. To co ty uważasz za problemy, przytrafia się co drugiej osobie. Przecież ani nie jesteś sierotą, ani cię nie zgwałcili, ani nic. Nie rozumiem czemu tak przeżywasz.
- No jeszcze tego by brakowało, żeby jakiś pedzio mnie zgwałcił, bo tak mu spasowało. Ale co ona w nim takiego widzi?
- Oj Naru, Naru. Przez jedną cizię świat się nie zawali. Przecież nie jest ona jedyną laską na tym świecie. Jest przecież wiele dziewczyn.
- Taaa, ale ja nie jestem typem faceta, który posuwa wszystko co się rusza, w przeciwieństwie do niektórych.
- Sugerujesz coś?
- Ja? Ja miałbym coś sugerować? No wiesz? Jak możesz mnie o coś takiego podejrzewać?- zapytał powstrzymując się od śmiechu.
- No nie wiem…- odparł Inuzuka udając, że myśli po czym oboje wybuchnęli śmiechem. W tym samym momencie do mieszkania wszedł rudowłosy nastolatek. Zdejmując buty rzucił niedbale torbą, którą oberwał Kiba, wciąż zanoszący się śmiechem.
- Auuu.- jęknął rozbawiony ocierając łzę, która napłynęła mu do oka.- Cześć Gaara.
- Yo.- powitał chłopaka blondyn posyłając mu szeroki uśmiech.
- Hej. Co tu tak wesoło?
- Eeee…- zaczął szatyn patrząc na Uzumakiego.
- Dobra nie ważne. Co tam u ciebie Naru?- zapytał Gaara siadając obok brązowowłosego.
- Ujdzie, a tam?
- Też. Znowu to samo?
- Taak, ale no cóż. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Co się stało to się nie odstanie.
- Mhm. Co fakt to fakt. A przytrafiło ci się dzisiaj coś innego niż kłótnia z rodzicami i wagary?
- Yyyy…- zaczął. Nie wiedział czy ma im powiedzieć o tej całej sytuacji nad rzeką. Na samą myśl o tym się zarumienił, co nie uszło uwadze jego przyjaciół.
- Ej, Naru… Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że coś przede mną zataiłeś? Gadaj co to za jedna!- krzyknął zaciekawiony Inuzuka. Jak on się uwziął to nie ma przebacz.
- Co?! Nie! Żadna jedna! Co ci strzeliło do głowy?
- Eee… Popraweczka stary. Co to za jeden?
- Nie no to już przesada! Chcesz ze mnie pedała zrobić?! Ooo niee… Tak się bawić nie będziemy.
- No to wtf? To coś się tak zarumienił? Wyglądasz jakby ktoś natarł się burakami. Naru gadaj co się takiego wydarzyło.
- Ehhh… No więc nie wiem co się stało… Znaczy wiem, ale… Nie wiem jak to wytłumaczyć…
- Wal prosto z mostu.
- Spotkałem dzisiaj tego drania no i nie wiem jak, ale jego twarz nagle znalazła się bardzo blisko mojej i… miałem wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi… To było co najmniej dziwne…
- Naru… to brzmiało jakbyś się zakochał.
- Ale się nie zakochałem!- krzyknął oburzony blondyn, a jego twarz zrobiła się czerwona, nie ze wstydu, a ze złości.
- Okej, okej. Zrozumiałem kochasiu.
- Kiba! Jak ci zaraz przywalę to zamieszkasz na księżycu!
- O jak fajnie! Kiedy mam się pakować?- zapytał i znów wszyscy wybuchnęli śmiechem.
- Dobra ja już muszę się zbierać- powiedział Naruto z szerokim uśmiechem.- Do zobaczenia jutro w szkole.
- Hai, hai kochasiu.- zaśmiał się rudzielec.
Powrót do domu nie zajął mu długo, ponieważ mieszkał tylko ulicę dalej. Wszedł do mieszkania, zdjął buty i poszedł do kuchni, by zjeść coś na szybko. Na korytarzu przy wejściu do kuchni natknął się na ojca. Wyglądał on zupełnie jak jego syn tylko był wyższy i miał dłuższe włosy. Uśmiech spełzł 17-latkowi z twarzy, gdy zobaczył zdenerwowaną minę taty. Miał przeczucie, że zaraz znów zacznie się nowa awantura.
- Cześć tato.- zaczął starając się złagodzić panującą atmosferę.
- Dlaczego ty mi to robisz?- zapytał go ojciec wyraźnie powstrzymując się od krzyku.
- Ale co?- zapytał Uzumaki nie wiedząc o co chodzi.
- Zadzwonił do mnie dyrektor. Znowu nie było cię w szkole. Dlaczego?
- Nie miałem nastroju do wysłuchiwania gadek nauczycieli.
- ZŁY HUMOR TO NIE USPRAWIEDLIWIENIE!- teraz jego ojciec nie wytrzymał.- MOŻESZ WYLECIEĆ ZE SZKOŁY! CZY TY NIE ROZUMIESZ POWAGI SYTUACJI?! KIEDYŚ MOŻE NAS ZABRAKNĄĆ, A WTEDY Z CZEGO BĘDZIESZ SIĘ UTRZYMYWAŁ?! JESZCZE RAZ USŁYSZĘ, ŻE NIE BYŁO CIĘ W SZKOLE, A NIE RĘCZĘ ZA SIEBIE!
- NO I CO Z TEGO! WOLAŁBYM UMRZEĆ NIŻ WYSŁUCHIWAĆ TYCH WASZYCH CODZIENNYCH KŁÓTNI!- tym razem Naruto też nie wytrzymał.- MYŚLISZ, ŻE JESTEŚ TAKIM FAJNYM OJCEM, BO MNIE UTRZYMUJESZ?! RÓWNIE DOBRZE MÓGŁBYM TERAZ SIEDZIEĆ W DOMU DZIECKA! TAM TEŻ BY MNIE UTRZYMYWALI! NIE CHCĘ MIEĆ OJCA, KTÓRY MYŚLI, ŻE DZIECKO TO PIES, KTÓREMU DO SZCZĘŚCIA WYSTARCZY MICHA ŻARCIA, JAKAŚ PIŁECZKA I PAN, KTÓRY GO UTRZYMA! DLA TWOJEJ WIADOMOŚCI NIE JESTEM PSEM TYLKO CZŁOWIEKIEM, A NA DODATEK TWOIM SYNEM! LICZĘ NA COŚ WIĘCEJ NIŻ TYLKO UTRZYMANIE! CHCIAŁBYM ŻEBYŚ CHOĆ RAZ MNIE ZA COŚ POCHWALIŁ! ŻEBYŚMY RAZEM GDZIEŚ POSZLI! ŻEBYŚ POŚWIĘCIŁ MI TROCHĘ CZASU!- ryknął, a po jego policzkach zaczęły spływać łzy. Teraz miał okazję powiedzieć mu to co od dawna powinien wiedzieć.- MATKA PŁACZE POD TWOJĄ NIEOBECNOŚĆ, BO MA DOŚĆ TYCH WSZYSTKICH KŁÓTNI! NIE DOŚĆ, ŻE JESTEŚ ALKOHOLIKIEM TO JESZCZE SIĘ NAD NAMI ZNĘCASZ! MYŚLISZ, ŻE NIE WIDZIAŁEM TYCH SINIAKÓW NA CIELE MAMY?! CO ONA CI TAKIEGO ZROBIŁA, ŻE SIĘ NA NIEJ WYŻYWASZ?! JEŚLI TAK BARDZO POTRZEBUJESZ SIĘ NA KIMŚ WYŻYĆ TO RÓB TO NA MNIE, A MAMĘ ZOSTAW W SPOKOJU! NIE TYLKO CAŁYMI DNIAMI, A CZASAMI I NOCAMI NIE MA CIĘ W DOMU, TO JESZCZE ROBISZ SOBIE Z NAS WORKI TRENINGOWE. NIE MYŚL, ŻE SKORO JESTEŚ GŁOWĄ RODZINY TO CI WSZYSTKO WOLNO! A TERAZ WYBACZ, ALE MAM CIĘ DOŚĆ! POROZMAWIAMY NA SPOKOJNIE KIEDY WSZYSTKO SOBIE PRZEMYŚLISZ!- rzucił i pobiegł do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Otarł łzy, które do tej pory spływały mu po policzkach, rzucił torbę na ziemię, wyjął swoje mp4, włączył swój ulubiony utwór i położył się na łóżku wtulając głowę w poduszkę. Znowu to samo. Kolejna kłótnia. Ale może teraz wreszcie ojciec zacznie go traktować jak syna? Nie było mu dane zastanawiać się nad tym, ponieważ w tym samym momencie do pokoju wparował wściekły blond włosy mężczyzna. Czuć było od niego alkoholem. Chwycił chłopaka za rękę i szarpnął z całej siły przyciągając go do siebie.
- JAK ŚMIESZ SIĘ TAK DO MNIE ODZYWAĆ?!- ryknął. Nie panował nad sobą. Bił syna z całej siły, a alkohol sprawiał, że był jeszcze bardziej agresywny.- PYTAM SIĘ CIEBIE!
Okładał go i okładał. Może miał nadzieję, że jak zaboli to dzieciak zacznie płakać i mówić, że to już więcej się nie powtórzy? Młody Uzumaki nie miał zamiaru płakać. Dzielnie znosił każde uderzenie, które sprawiało mu niesamowity ból. Przywykł do tego i nie miał zamiaru dawać ojcu tej satysfakcji. Do pomieszczenia wbiegła piękna kobieta, z długimi krwistoczerwonymi włosami. Płakała. Tak strasznie płakała. Ile Naruto by dał, żeby jego matka choć przez jeden dzień była szczęśliwa. Krzyczała, żeby przestał go bić, że jest jeszcze dzieckiem, że z czasem zrozumie, ale jej mąż był obojętny na jej łzy i błagania. Liczyło się tylko to by zadać synowi ból, aby zrozumiał jak powinien się do niego zwracać. Z szacunkiem. A on i tak nigdy nie okazywał mu należytego szacunku. Traktował go jak obcą osobę, którą kochał, a zarazem nienawidził.
- Minato przestań!- krzyczała jego matka. Złapała ukochanego za rękę, by powstrzymać go przed kolejnym ciosem. Nie pomogło to, wręcz przeciwnie. Namikaze Minato, ojciec Naruto i mąż Kushiny Uzumaki uderzył ją z całej siły tak, że straciła przytomność, po czym wrócił do okładania syna. Gdy wyszedł z pokoju, była godzina 20:05. Awantura trwała dwie godziny, czyli tyle co zwykle. Obolały błękitnooki poszedł wziąć prysznic. Zimna woda zawsze łagodziła piekący ból. Wszedł do kabiny, odkręcił wodę letnią wodę i oparł się o zimne płytki zamykając oczy. Miał szczęście, że tym razem ojciec nie podbił mu oka tak jak ostatnio, bo tym razem nie miał żadnego pomysłu jak wytłumaczyć skąd się wzięła wielka śliwa pod jego okiem. Powoli obmywał swoje ciało, by nie sprawić sobie większego bólu, co wcale nie było takie łatwe, ponieważ siniaki powstające w miejscach, w które oberwał bolały niemiłosiernie. Po półgodzinie zakręcił wodę i wyszedł z kabiny. Zaczął się wycierać, tak ostrożnie jak tylko potrafił. Powiesił mokry ręcznik i zanim się ubrał, przejrzał się w lustrze oglądając siniejące części ciała. Całe plecy, ręce nogi i brzuch pokryte były fioletowymi, paskudnymi siniakami, które powstały po awanturach z ojcem. Ubrał się i opuścił łazienkę kierując się w stronę swojej sypialni. Zapalił lampkę nocną, wziął książkę i zaczął czytać, by zapomnieć o wrażeniach z dnia dzisiejszego. Nagle sobie przypomniał, że jutro ma zajęcia z wychowania fizycznego. Nie będzie mógł ćwiczyć, no ale mówi się trudno. Coś wymyśli by spławić trenera. Wstał, wyjął z szuflady bandaż, otworzył szafę, ponieważ na wewnętrznej stronie drzwi wisiało lustro i zaczął owijać klatkę piersiową i plecy bandażem, by ukryć siniaki. Położył się o godzinie 22:43, ale mimo tego nie mógł zasnąć.
*************************************************************************************
No więc oto pierwszy rozdział mojego opowiadania. Na razie nie ma jakiegoś specjalnego tytułu, ale wkrótce to się zmieni. Zapraszam do czytania.